20/08/2012

AmberGate – regulować czy „pozwolić działać”?

Polski system bankowy jest jendym z najsilniejszych w Europie – stwierdził minister finansów, Jacek
Rostowski, na posiedzeniu Komitetu Stabilności Finansowej. Jaka zatem powinna być odpowiedź na
odwieczne pytanie polityków: regulować czy rozluźniać?

Finansowa beztroska

W Polsce w ostatnich tygodniach aż huczy od debat na temat bankructwa pseudo-finansowego
przedsiębiorstwa, Amber Gold. Tysiące klientów spółki Pana Plichty straciło długo zbierane
oszczędności. Piramida finansowa dojrzewała w spokoju przez 3 lata pod cichym przyzwoleniem
polskich instytucji regulujących rynek finansowy. Czy zatem ich działalność była całkowicie legalna?

Niestety na te pytanie nie można odpowiedzieć twierdzącą. Amber Gold otwarcie łamał paragraf
Ustawy Prawo Bankowe z dnia 29 sierpnia 1997 r. mówiący o zakazie „prowadzenia bez zezwolenia
działalności bankowej, czyli gromadzenia pieniędzy od innych osób w celu udzielania pożyczek
bądź w celu obarczania ich ryzykiem”. Mimo, że śledztwo w sprawie spółki toczyło się od roku jej
powstania oraz firma została wpisana na tzw. „czarną listę” Komisji Nadzoru Finansowego, żadne
konkretne postępowanie dyscyplinujące nie zostały podjęte.

Architektura piramidy

Nie ulega wątpliwości, że działalność niedawnego bankruta polegała na budowie sławetnej „piramidy
finansowej”, czyli bazowaniu na rosnącej dynamice wpłat i rolowaniu długu. Prędzej czy później
ten mechanizm musiał runąć w gruzach. Jego istotą było przyjmowanie od klientów wysoko-
oprocentowanych depozytów oprtych na cenie złota. Takowa pseudo-lokata gwarantowała zysk
przekraczający rynkową stopę zwrotu. Oczywiście do czasu gdy złoto się umacniało. Z góry było
pewne, iż ten trend nie będzie trwał w nieskończoność. Piramida runęła.

Poza prawem bankowym

Bierność regulatorów wynika z faktu, iż Amber Gold prowadził tzw. „działalność parabankową”, która
wykraczała poza nadzór KNF. Wywołało to medialną burzę wokół delegalizacji owych „para-banków”,
firm świadczących usługi około-bankowe bez licencji i poza jurysdykcją KNF. Słowa: „zakazać”
lub „zdelegalizować” są miodem dla uszu oszukanych klientów Amber Gold i brzmią wyjątkowo
atrakcyjnie na ustach polityków. Czy jest to aby na pewno najlepsze rozwiązanie? A może jedynie
podyktowane falą populizmu? Czy Polacy rzeczywiście potrzebują instytucji parabankowych?

Druga strona parabanków

Parabanki to nie są aczkolwiek tylko firmy depozytowe o wątpliwej renomie. To również firmy
udzielające kredytów gotówkowych. Rynek mikro-pożyczek bardzo bujnie rozwija się w Polsce od
2010 roku. KNF wprowadził wtedy tzw. Rekomendację T – zbiór wytycznych regulujących udzielanie
kredytów konsumpcyjnych. Większość banków zastosowała się do tych wskazówek ograniczając
polskim klientom dostęp do krótko-terminowych kredytów konsumenckich. Potrzeby ludności na
szybkie pożyczki w potrzebie jednak wcale nie zmalały. Nieoczekiwane, nie cierpiące zwłoki wydatki
zdarzają się w każdym społeczeństwie o każdej porze roku. Popyt na tego rodzaju pożyczki wywołał
wysyp parabanków – instytucji odpowiadających na nagłą potrzebę finansową ludności.

Hipokryzją jest twierdzić, iż skoro tysiące Polaków wzięło i spłaciło krótko-terminowe wysoko-
oprocentowane zobowiązania, rynek tego typu pożyczek powinien być zdelegalizowany.
Nierozsądkiem jest także wrzucać do tego samego worka firmy zbierające depozyty i kosnstruujące
piramidy finansowe razem z przedsiębiorstwami pożyczającymi środki prywatnym konsumentom.
Ryzoko systemowe tych drugich jest zgoła niewielkie, wobec hochsztaplerów obiecujących „złote
góry”.

Podsumowując, regulacja podmiotów pokroju „przedsiębiorstwa bursztynowego” na pewno jest
potrzebna. Należy zachować jednak zdrowy rozsądek wobec ingerowania w działalność, która
stwarza realną wartość dodaną dla społeczeństwa i pomaga w nieoczekiwanych sytuacjach życiowych
istotnej rzeszy Polaków.

Oceń nas
1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (No Ratings Yet)
Loading...
Aplikuj teraz